ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Z Naszego Dziennika
Autor Wiadomość
longinus9


Wiek: 55
Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 1033
Skąd: Łódź
Wysłany: 26 Lipiec 2010, 05:34    [Cytuj]

Budujmy narodowe pomniki, usuwajmy sowieckie



Z prof. Jackiem Trznadlem, przewodniczącym Rady Polskiej Fundacji Katyńskiej, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

W akcję usunięcia krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego włączył się minister Bogdan Zdrojewski. W niewybrednych słowach zaatakował pomysł pomnika ku czci ofiar, przewrotnie argumentując, że "w Polsce panuje jakaś pomnikomania. (...) Polska staje się przez to brzydsza, bardziej polityczna, bardziej rozedrgana także emocjonalnie". Zaskakuje Pana takie stanowisko?
- Odrzucam argumenty ministra Zdrojewskiego. W sytuacji gdy z Warszawy nie usunięto jeszcze wszystkich sowieckich monumentów, miałby nie powstać pomnik upamiętniający tak wielką narodową tragedię? W Polsce wciąż stoi wiele pomników z okresu PRL, wystarczy wspomnieć chociażby pomnik generała Berlinga czy "polsko-radzieckiego braterstwa broni" (tzw. czterej śpiący) w Warszawie. Ich już dawno nie powinno być w stolicy, nie mówiąc o prowincji, gdzie pomników czy tablic upamiętniających władzę ludową jest do tej pory mnóstwo. W czasach PRL z wielkim zapałem usuwano cenne pamiątki historyczne. Szkoda, że obecnie rządzący nie podzielają takiego samego zapału w stosunku do usuwania pamiątek sowieckich. Proszę sobie przypomnieć, jaki skandal międzynarodowy zrobiła Rosja, kiedy Estończycy usunęli ze środka jednego z miast pomnik sowieckiego żołnierza, który przecież symbolizował okupanta.

Negując ideę pomnika przed Pałacem Prezydenckim, minister Zdrojewski podpiera się opinią Ewy Nekandy-Trepki, stołecznego konserwatora zabytków, która twierdzi, że nowe upamiętnienie "zaburzy klasycystyczny charakter założenia pałacowego".
- Założenie, że nic nie może się nigdy zmienić w tym miejscu, że historia współczesna zaburzy nam przeszłość, jest błędne. Gdyby było prawdziwe, to przy ruinach Forum Romanum w Rzymie nie powinno powstać nowe miasto, bo zaburza tak ważny dla nas Rzym klasyczny, Rzym konsulów i cezarów. Poza tym jest jeszcze jedna sprawa. Gdy stawiamy pomniki, zwykle długo zastanawiamy się nad odpowiednim dla nich miejscem. W przypadku katastrofy prezydenckiego samolotu pod Katyniem mamy do czynienia z wydarzeniem wykraczającym poza zwykłą miarę. To właśnie pod Pałacem Prezydenckim spontanicznie zaczęli zbierać się ludzie
10 kwietnia br., tu został postawiony krzyż upamiętniający tę tragedię. Dlatego uważam, że również tutaj powinien powstać monument poświęcony tragicznie zmarłym ofiarom.

Jaki kształt powinien przybrać pomnik?
- Nie byłbym za stawianiem dużego monumentu, bo kolidowałby w tym miejscu z pomnikiem księcia Józefa Poniatowskiego. Z pewnością mogłaby jednak powstać tablica z wygrawerowanymi nazwiskami wszystkich ofiar i informacją, że w tym pałacu mieszkał prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, który zginął w katastrofie. Uważam, że taka tablica niczego nie naruszałaby w przestrzeni Pałacu Prezydenckiego. Gdyby tak nawet było, wyjątkowość wydarzenia może naruszać wszystkie "standardy". Oponentom przypominam, że w Warszawie wiele razy naruszano "standardy", czego przykładem jest Pałac Kultury i Nauki, który zaburzył architektoniczną tkankę Śródmieścia. Opowiadałem się za jego usunięciem. Także działania Biura Odbudowy Stolicy doprowadziły do zburzenia wielu zabytkowych budynków, które mogły stać jeszcze wiele dziesięcioleci.

Wszyscy jesteśmy zgodni, że pomnik, który ma powstać na Krakowskim Przedmieściu, powinien mieć wkomponowany element krzyża.
- Zgadzam się z tym. Jeżeli będzie to np. pamiątkowa tablica, to może być na niej - zależnie od kompozycji - krzyż. Dlaczego mielibyśmy uciekać od symboliki chrześcijańskiej? Krzyż powinien być chociażby dlatego, że nie mamy krzyża katyńskiego w stolicy, a ta delegacja przecież leciała na uroczystości do Katynia. Uważam, że powinien być rozpisany konkurs na taki pomnik. Jeszcze raz podkreślę, w żaden sposób nie naruszy on przestrzeni przed Pałacem Prezydenckim, zakładając, że nowe elementy zostaną odpowiednio wkomponowane w istniejącą już architekturę. To, co naruszyło Warszawę całkowicie, to były bombardowania 1939 i 1944 roku, a potem ochocza praca Biura Odbudowy Stolicy. Podejmowało ono decyzję o burzeniu zabytkowych domów, które mogły stać jeszcze wiele dziesięcioleci, tworząc w ich miejscu skwer, bo taki był projekt.

Co Pana najbardziej razi w sztucznie wywołanej awanturze wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu?
- Każdy kraj, każdy naród stawia pomniki. Nawet lokalne społeczności lubią wiedzieć, że w danym miejscu ktoś znamienity się urodził, mieszkał, zmarł, i upamiętniają ten fakt w stosowny sposób. To jest naturalne. W Pałacu Prezydenckim mieszkał tragicznie zmarły śp. prezydent Rzeczypospolitej Polskiej pan Lech Kaczyński, więc siłą rzeczy nie ma lepszego miejsca na godne upamiętnienie jego osoby, jego bliskich i współpracowników, którzy razem z nim ponieśli śmierć. Pod pomnikiem, jaka by nie była jego forma, zarówno Polacy, jak i zagraniczni turyści będą mogli oddać hołd poległym. Nie rozumiem argumentów ludzi - myślę tu głównie o panu Palikocie - którzy za wszelką cenę chcieliby, żeby taki pomnik w tym miejscu nie powstał, czy najchętniej zabraliby z Wawelu trumny z parą prezydencką. Warto przypomnieć sobie, kto bezcześcił i wyrzucał trumny... W XX wieku czyniła tak czerwona Hiszpania, wcześniej rewolucja francuska. Mogę zapytać złośliwie, dlaczego panu Palikotowi nie przyjdzie do głowy przenieść z wojskowych Powązek w inne miejsce grobu Bieruta?

Jeszcze podczas kampanii wyborczej pod pretekstem mycia chodnika usiłowano usunąć krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego, nie dopuścili do tego przedstawiciele Komitetu Katyńskiego. Platforma Obywatelska walczy z krzyżem i przyszłym pomnikiem z niesamowitą zaciekłością.
- Myślę, że chodzi o sprawę katastrofy smoleńskiej i prowadzonego śledztwa, które na naszych oczach coraz bardziej się sypie. Słyszeliśmy już wstrząsające informacje o sytuacji w komisji MAK, o jej wykroczeniach, złych śledztwach i korupcji. Nie ustępują także pretensje do rządu Donalda Tuska, który nie wytłumaczył się z różnych rzeczy. Tymczasem prokuratura uznała, że panowie Tusk i Komorowski nie muszą zeznawać przed komisją śledczą, bo nic ich nie łączy z katastrofą. A przecież ich odpowiedzialność w kwestii decyzji, jakie podejmowali po katastrofie, jest ewidentna. Myślę tu głównie o oddaniu Rosjanom śledztwa. Mamy więc do czynienia z upadkiem demokracji, kiedy władza wykonawcza, bo niewątpliwie mamy do czynienia z naciskiem na określonego prokuratora, zlewa się z władzą sądowniczą. Przed Pałacem Prezydenckim ludzie gromadzili się nie tylko bezpośrednio po katastrofie, lecz także później - tu spotykali się członkowie Ruchu 10 Kwietnia, który przecież postawił sobie za cel wyjaśnienie katastrofy. To jest nie na rękę rządowi i Platformie Obywatelskiej. Dla nich wszystko, co przypomina katastrofę, powinno być usuwane z pola widzenia ludzi, a Pałac Prezydencki jest miejscem szczególnym.

Nie dziwi Pana fakt, że gdy trzeba bronić pomników upamiętniających wartości narodowe, katolickie, padają zarzuty "pomnikomanii", zaburzania zabytkowej przestrzeni? Gdy natomiast promuje się np. dewiacje, co ostatnio czyni Muzeum Narodowe, ministerstwo kultury wspiera takie inicjatywy...
- Co do opinii pani Trepki, jestem nieufny, bo nie wiem, kto jeszcze wpływał na nią. Sądzę, że uzasadnienie, które podaje, może być bardzo stronnicze. Na moich oczach zostało zburzonych wiele zabytkowych gmachów, które po wojnie jakoś ostały się w Warszawie, a których nie potrafili obronić konserwatorzy zabytków. Dziś dochodzi do podobnych rzeczy. Niedawno rozmawiałem z pewnym konserwatorem zabytków, który stracił pracę w swoim mieście tylko dlatego, że sprzeciwił się wyburzeniu domów, które miały dla tego miasta wartość zabytkową. Nie jest to zastanawiające? Inny przykład. Obok mego domu na wsi stał do niedawna piękny dworek z końca XVIII wieku z wielospadowym dachem. Mimo że była na nim tablica informująca, że jest on strzeżonym dobrem narodowym, pozwolono mu popaść w zupełną ruinę. Ten teren kupił później jakiś biznesmen, który zburzył dworek i wybudował na jego miejscu, nie trzymając się historycznego planu, zupełnie dowolną rekonstrukcję.

Sporo czasu spędził Pan we Francji, jak tam podchodzi się do pomników?
- We Francji, którą dobrze znam, uderzyło mnie, że w każdej wiosce stoi krzyż, a na nim znajduje się spis nazwisk tych, którzy zginęli podczas I wojny światowej. Niech więc pan Zdrojewski, który mówi o pomnikomanii w Polsce, napisze dużą rozprawę albo pracę doktorską na temat tego, jak we Francji stawia się pomniki poległym. My pomnika I wojny właściwie w ogóle nie mamy... Radziłbym, żebyśmy się najpierw zastanowili, jak jest u innych, a nie krytykowali idei wybudowania u nas pomnika tak ważnego dla Narodu Polskiego.

Dziękuję za rozmowę.

NASZ DZIENNIK 2010-07-26
_________________
Bo ciernie deptać słodziej - i z ochotą
na dzid iść kły,
Niż błoto deptać, ile z łez to błoto,
A z westchnień mgły...

Paryż 1849 C.K.Norwid
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
adsenior


Dołączył: 25 Cze 2009
Posty: 1831
Skąd: Łódź
Wysłany: 27 Lipiec 2010, 04:57    [Cytuj]

Ławrow na naradzie polskich ambasadorów
Rzecznik polskiego MSZ Piotr Paszkowski zapowiedział wczoraj, że szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow odwiedzi Polskę pod koniec sierpnia. Weźmie udział w naradzie polskich ambasadorów 28 sierpnia. Program wizyty nie jest jeszcze ustalony. Ławrow został zaproszony przez Radosława Sikorskiego. Narada ambasadorów jest corocznym spotkaniem szefów polskich placówek dyplomatycznych. Jej celem jest przegląd najistotniejszych kwestii związanych z sytuacją międzynarodową.


Podał dzisiejszy ND. Łącze: http://www.naszdziennik.p...=po&id=po99.txt

Czyżby reaktywowano rucholskich namiestników w Polsce? No bo jaka rola ma bytność ministra spraw zagranicznych Rosji, na naradzie ambasadorów polskich?
_________________
Uśmiechnij się, uśmiech łagodzi obyczaje.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Wiek: 55
Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 1033
Skąd: Łódź
Wysłany: 28 Lipiec 2010, 05:21    [Cytuj]

Polska między historią a geopolityką
Decyzja o wybuchu powstania


Józef Szaniawski

Jeżeli w Polsce używa się słowa "powstanie" bez przymiotnika, to wiadomo, że chodzi nie o Powstanie Listopadowe, Styczniowe, Wielkopolskie czy Kościuszkowskie, ale o Powstanie Warszawskie. Pierwsza decyzja o jego wybuchu zapadła 21 lipca 1944 r., a ostateczna 31 lipca, kiedy generał Tadeusz Bór-Komorowski wydał rozkaz o godzinie "W". Chociaż powstanie w sensie militarnym nie objęło całej stolicy, to jednak w sensie geopolitycznym jego znaczenie było dużo większe. Dotyczyło mianowicie nie tylko przyszłych losów Polski jako takiej, ale w znaczącym stopniu losów Europy po II wojnie światowej.
Bezpośrednio przed wybuchem powstania następują wydarzenia o ogromnym znaczeniu: 6 czerwca 1944 r. na plażach Normandii lądują wojska amerykańskie i uderzają na Niemcy. 20 lipca w kwaterze polowej Hitlera na Mazurach niedaleko Kętrzyna dokonuje się zamach na wodza III Rzeszy. 22 lipca w Lublinie ujawnia się marionetkowy komunistyczny PKWN, podległy bezpośrednio Stalinowi, który osobiście decyduje o składzie personalnym tego "rządu polskiego". Na całym ogromnym froncie wschodnim Niemcy cofają się wszędzie pod naporem wielomilionowej Armii Czerwonej, której korpusy pancerne w ostatnich dniach lipca 1944 r. dochodzą pod Warszawę.
Zdemoralizowane i pobite oddziały niemieckie w popłochu przeciągają przez Warszawę. Na niebie panuje całkowicie lotnictwo sowieckie, a marszałkowie i generałowie Stalina z całą determinacją atakują Niemców, planując szybkie zakończenie wojny.
Sytuacja zmienia się niemal natychmiast po rozpoczęciu powstania w Warszawie. Na osobisty rozkaz Stalina gigantyczna ofensywa sowiecka zostaje całkowicie zatrzymana, a dokładniej zostaje zatrzymana wzdłuż środkowego odcinka Wisły.
Stało się coś niewyobrażalnego, coś, czego do dzisiaj niektórzy historycy-ignoranci nie chcą zauważyć. Oto w sierpniu 1944 r., w szczytowym okresie II wojny światowej, Hitler i Stalin z nienawiści do Polski ponownie zawarli ze sobą układ. Układ oczywiście nieformalny, bo formalnym był ten z 23 sierpnia 1939 roku. Wehrmacht i Armia Czerwona zawarły nigdy niepodpisany układ o zawieszeniu broni nad środkową Wisłą. Układ niepodpisany, ale realnie istniejący. Na północ i południe od Warszawy ustały wszelkie działania bojowe pomiędzy Niemcami i Rosjanami. Na całym ogromnym froncie od Bałtyku po Morze Czarne toczyły się zażarte walki, ginęły w nich każdego dnia tysiące żołnierzy sowieckich i niemieckich. Tylko nad Wisłą dwaj ludobójcy - Stalin i Hitler - jakoby podawali sobie ręce!
Żołnierze niemieccy i rosyjscy przestali do siebie strzelać. Przyczyną było Powstanie Warszawskie, a dokładniej ogólnopolska akcja "Burza" Armii Krajowej. Dlatego w tym jednym Niemcy i Rosjanie się zgadzali: Polaków należy zniszczyć, ich stolicę zburzyć, elity wytępić tak, aby zlikwidować dążenia niepodległościowe. Był to wspólny interes polityczny Hitlera i Stalina.
Sowiecki marszałek Wasilij Czujkow, słynny dowódca m.in. obrony Stalingradu, w swych odfałszowanych pamiętnikach wydanych już w latach 90., po upadku Związku Sowieckiego, pisze wprost: "Wojnę można było zakończyć pół roku wcześniej - nie w maju 1945, ale do grudnia 1944, gdyby nie decyzja Stalina wstrzymująca I Front Białoruski w sierpniu 1944. (...) Moglibyśmy dojść dalej na Zachód, nie do Berlina i nad Łabę, ale aż do Renu. Los wojny potoczyłby się inaczej. (...) Ileż milionów istnień ludzkich udałoby się ocalić, iluż żołnierzy mniej by poległo".
Ale latem 1944 r. wydawało się, że z zasadniczych względów strategicznych Rosjanie nie mogą zrezygnować z okazji przekroczenia linii Wisły, co dawałoby im wyprzedzenie w ofensywie na Niemcy w porównaniu z aliantami. Stalin uznał wszelako, że skuteczne unicestwienie AK i sił niepodległościowych Polski jest więcej warte niż zajęcie Niemiec nawet po linię Renu. Dał w ten sposób ogromną szansę aliantom, którzy po inwazji na kontynent europejski w Normandii 6 czerwca 1944 r. posuwali się w głąb Francji i Niemiec. Zatrzymanie przez Stalina pochodu wojsk sowieckich na Zachód dało Niemcom szansę skutecznego rozbicia Powstania Warszawskiego. Było oczywiste, że powstanie musi w końcu skapitulować. Niemal żadna pomoc z zewnątrz nie nadchodziła; alianci co prawda zrzucali broń i wyposażenie dla AK, ale musieli wykonywać loty z baz we Włoszech i z powrotem. Stalin nie zgodził się bowiem na lądowanie na terenie zajętym przez armię sowiecką. Niemcy zdobyli kolejno bohatersko broniące się dzielnice Warszawy; przełomem było zdobycie Starego i Nowego Miasta, których załogi w znacznej części zdołały ewakuować się kanałami do Śródmieścia. W tym okresie wojska sowieckie nie udzielały walczącej Warszawie pomocy, chociaż nawet tylko stałe loty nad Warszawą jednego myśliwskiego dywizjonu sowieckiego mogły wymieść znad stolicy hitlerowskie eskadry bezkarnie niszczące bombami dzielnice mieszkalne i oddziały AK. Mogli Rosjanie łatwo zniszczyć atakami lotniczymi stanowiska niemieckiej najcięższej artylerii; nie podjęli w tym zakresie najmniejszej próby. Stało się jasne, że dowództwo sowieckie stawia otwarcie na unicestwienie Warszawy. W połowie września 1944 r. było oczywiste, że po 6 tygodniach walki opór Warszawy może się załamać - zanim miasto zostanie całkowicie zniszczone.
Już po zakończeniu wojny w oficjalnym przemówieniu na Kremlu w czerwcu 1945 r., tuż przed udaniem się na konferencję Wielkiej Trójki do Poczdamu, Stalin chełpił się i powiedział wprost do swoich marszałków i generałów: "To nie Niemcy, ale Polska jest naszą największą zdobyczą wojenną". Być może to zdanie sowieckiego dyktatora-ludobójcy stanowi klucz do zrozumienia sprawy polskiej w latach 1939-1945, w tym także Powstania Warszawskiego.

NASZ DZIENNIK 2010-07-28
_________________
Bo ciernie deptać słodziej - i z ochotą
na dzid iść kły,
Niż błoto deptać, ile z łez to błoto,
A z westchnień mgły...

Paryż 1849 C.K.Norwid
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 6589
Skąd: Podlasie
Wysłany: 28 Lipiec 2010, 08:28    [Cytuj]

Powtórzmy za prof. Szaniawskim :

Stało się coś niewyobrażalnego, coś, czego do dzisiaj niektórzy historycy-ignoranci nie chcą zauważyć. Oto w sierpniu 1944 r., w szczytowym okresie II wojny światowej, Hitler i Stalin z nienawiści do Polski ponownie zawarli ze sobą układ. Układ oczywiście nieformalny, bo formalnym był ten z 23 sierpnia 1939 roku. Wehrmacht i Armia Czerwona zawarły nigdy niepodpisany układ o zawieszeniu broni nad środkową Wisłą. Układ niepodpisany, ale realnie istniejący. Na północ i południe od Warszawy ustały wszelkie działania bojowe pomiędzy Niemcami i Rosjanami. Na całym ogromnym froncie od Bałtyku po Morze Czarne toczyły się zażarte walki, ginęły w nich każdego dnia tysiące żołnierzy sowieckich i niemieckich. Tylko nad Wisłą dwaj ludobójcy - Stalin i Hitler - jakoby podawali sobie ręce!
_________________
"Człowiek stworzony jest na to, aby szukać prawdy, a nie by ją posiadać."
Blaise Pascal
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
adsenior


Dołączył: 25 Cze 2009
Posty: 1831
Skąd: Łódź
Wysłany: 29 Lipiec 2010, 05:21    [Cytuj]

Solidarnościowy mit PO
Z Krzysztofem Wyszkowskim, publicystą, działaczem ruchu niepodległościowego w PRL, niezależnym obserwatorem obrad Okrągłego Stołu, rozmawia Bogusław Rąpała

Platforma Obywatelska często powołuje się na swoje korzenie solidarnościowe. Czy Pańskim zdaniem ma do tego prawo?
- Platforma powstała z rozłamu w Unii Wolności, która niewątpliwie miała swoje początki w ruchu solidarnościowym. Ale kiedy przewodniczący tej partii Bronisław Geremek nie wpuścił do jej kierownictwa działaczy z dawnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego, były funkcjonariusz wywiadu PRL Gromosław Czempiński zorganizował liberałom nowe ugrupowanie. A więc człowiek tworzący Platformę, główny jej wynalazca i organizator, zalicza się do tych, którzy bardzo czynnie zwalczali "Solidarność", bo sam walczył z nią na całym świecie. Jeśli mówimy o korzeniach PO, to właśnie tego zaprawionego w bojach, zaufanego człowieka komunistycznej policji politycznej trzeba wymienić na pierwszym miejscu. Kiedy widzi się Donalda Tuska w towarzystwie duchownych, warto pamiętać, że mentor Tuska w 1976 r. pisał raporty na ks. kard. Karola Wojtyłę, który udał się z wizytą duszpasterską do Stanów Zjednoczonych.

Czyli nie "trzej tenorzy": Tusk, Płażyński i Olechowski, ale gen. Czempiński położył kamień węgielny pod budowę PO?
- To gen. Czempiński stanowił posowiecką skamielinę, na której zbudowano tę partię. Sam przyznawał, że celowo ukrył swoją obecność, co nie zmienia faktu, iż on i inni ludzie związani z komunistycznymi i postkomunistycznymi służbami specjalnymi, którzy wymyślili i zbudowali to ugrupowanie, są jądrem Platformy Obywatelskiej."


Całość w dzisiejszym ND, łącze:http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100729&typ=my&id=my13.txt

Warto o tym ubeckim rodowodzie pamiętać, gdyż wtedy staje się jasne anty POLSKA i anty NARODOWA, polityka, jaka prowadzi obecna "wadza"!
_________________
Uśmiechnij się, uśmiech łagodzi obyczaje.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Wiek: 55
Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 1033
Skąd: Łódź
Wysłany: 30 Lipiec 2010, 05:02    [Cytuj]

Niech Niemcy zakopią rurę



Niemcy nie przejmują się dostępem do portów w Szczecinie i Świnoujściu, bo jak na razie ani myślą zakopywać w dnie morskim gazociąg Nord Stream. Spółka zarządzająca rurociągiem uważa, że nie ma takiej potrzeby, a niemiecki rząd próbuje grać na zwłokę.

Zarząd portów Szczecin - Świnoujście od dawna apeluje do Niemców i Rosjan, aby na odcinku czterech kilometrów - nad torem podejściowym do portów - gazociąg został wkopany w dno morskie. Inaczej do Świnoujścia nie będą mogły w przyszłości wpływać statki o zanurzeniu ponad 13,5 metra. Na razie taka głębokość toru wodnego jest wystarczająca, ale w przyszłości nasze porty na zachodnim wybrzeżu chciałyby przyjmować statki o większej ładowności i o zanurzeniu około 14,5 metra.
W tej sprawie, jak już wcześniej informowaliśmy na łamach "Naszego Dziennika", były wysyłane wnioski polskiej administracji morskiej i rządu do odpowiednich urzędów za zachodnią granicą. Ale Niemcy jak na razie nie chcą przystać na nasz wniosek i twierdzą, że gazociąg nie będzie zagrażał żegludze - stanowisko właścicieli rurociągu i urzędników jest identyczne. Na niewiele zdały się też bardzo dobre relacje, jakie łączą rządy polski i niemiecki. Nieoficjalnie słychać opinie, że przy okazji budowy Nord Streamu Niemcy chcieliby osłabić polską konkurencję dla swoich portów, głównie Rostoku.
Sprawa utknęła i nie posunęły jej do przodu także rozmowy ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka z federalnym ministrem transportu i budownictwa Peterem Ramsauerem. Grabarczyk przedstawił polskie stanowisko w sprawie budowy gazociągu, ale praktycznie nic nie uzyskał. Minister Ramsauer zadeklarował jedynie, że poprosi odpowiednie niemieckie urzędy o przedstawienie sytuacji związanej z Nord Streamem i na ich podstawie zajmie swoje stanowisko. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jest to kolejny element gry Niemców na zwłokę, bo jeśli ruszy układanie rury nad torem podejściowym do Świnoujścia, to sprawa będzie już rozstrzygnięta.

NASZ DZIENNIK 2010-07-30
_________________
Bo ciernie deptać słodziej - i z ochotą
na dzid iść kły,
Niż błoto deptać, ile z łez to błoto,
A z westchnień mgły...

Paryż 1849 C.K.Norwid
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Wiek: 55
Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 1033
Skąd: Łódź
Wysłany: 31 Lipiec 2010, 05:48    [Cytuj]

Antykrzyżowcy

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Światowe ośrodki antyreligijne atakują z coraz większą zajadłością chrześcijaństwo, a szczególnie katolicyzm w związku z moralnością ewangeliczną i symbolem krzyża w przestrzeni publicznej. Współczesne kultury europejska i amerykańska uderzają zarówno w Krzyż Chrystusa, jak i w sam znak krzyża, widząc w nim rdzeń wiary katolickiej. Jeśli usunie się krzyż z życia publicznego - uważają ateiści - to zabije się życie katolickie i chrześcijańskie w ogóle. Atmosfera staje się tak zatruta, że nawet wielu nieświadomych katolików uważa, iż nic się nie stanie, jeśli będzie się czciło krzyż jedynie prywatnie, jak mówią sekciarze - tylko w sercu.

Co oznacza krzyż?
Dla katolika krzyż nie jest tylko jakimś przedmiotem sakralnym czy znakiem graficznym, lecz jest rodzajem misteryjnego uobecnienia Krzyża Jezusa Chrystusa, na którym dokonało się odkupienie i zbawienie ludzkości. Wyraża miłość Bożą ku nam i miłosierdzie dla grzeszników, dokonanie się ofiary Jezusa za nasze grzechy. Krzyż wzywa nas do bezgranicznej miłości Boga i wszystkich bliźnich. Uczy prawdy życia, jest tablicą przykazań Bożych i daje nadzieję na ostateczne pokonanie wszelkiego zła i śmierci, na nasze zmartwychwstanie i nasze życie wieczne w Bogu. Krzyż jest ikoną naszej wiary, naszego credo.
Trzeba pamiętać, że znak krzyża jest istotny dla chrześcijan, ale jako znak wyraża treści ogólnoludzkie i występował od początków znanej nam historii ludzkości. Oznaczał: strukturę przeciwieństwową życia, pokonywanie nienawiści przez miłość ofiarną, życiodajne słońce, drzewo ludzkości, drzewo wszechświata, oś świata i związek życia doczesnego z pozagrobowym. W starożytnych Chinach był znakiem pomyślności i długowieczności (Eugeniusz Sakowicz). Posiada więc także znaczenie doczesne i ogólne, nie tylko religijne. Ale po przyjęciu przez chrześcijan wiary w Mesjasza ukrzyżowanego znak krzyża odrzucili judaiści i Żydzi, uważając, że jest on symbolem antysemityzmu i antyjudaizmu. Również islam zaprzecza historycznej śmierci krzyżowej Chrystusa, a niektóre jego odłamy przyjmują na siebie misję łamania krzyży.
Wielu Żydów uważa, iż chrześcijańską naukę o krzyżu w aspekcie antysemickim zapoczątkował św. Paweł Apostoł, wielki konwertyta, który z żarliwego judaizmu przeszedł na jeszcze bardziej żarliwe chrześcijaństwo. Ale nauka św. Pawła o krzyżu miała charakter czysto zbawczy. Przestrzega on chrześcijan, "by nie zniweczyli Chrystusowego Krzyża. Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia (...). My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani tak spośród Żydów, jak i spośród Greków [jest] Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą" (l Kor 1, 17-18.23-24).

Zgorszenie przed Pałacem Prezydenckim
Kilka dni po katastrofie pod Smoleńskiem harcerze, ludzie wrażliwi religijnie i patriotycznie, wznieśli drewniany krzyż przed Pałacem Prezydenckim, z wiarą, że wyraża on odkupieńczy Krzyż Chrystusa, koi nasz ból i zwycięża tajemnicę bezsensownej - wydawałoby się - śmierci prezydenta i 95 innych świetlanych Polaków udających się do Katynia z religijną i patriotyczną misją. Czyn ten był bardzo istotny i pokazał, jacy naprawdę są polscy harcerze. Warto przypomnieć, że kilku harcerzy wojennego pokolenia zostało nawet beatyfikowanych 13.06.1999 r. przez Jana Pawła II (por. "Oni szli szarymi szeregami", Biuletyn IPN, nr 5-6, maj - czerwiec 2010).
Krzyż skupił w sobie głębokie przeżycia Polaków, także niewierzących, którzy chcieli i chcą związać tę tragedię z Krzyżem samego Chrystusa, nadać jej religijną i patriotyczną wartość, wyrazić sens ofiarnego życia, a także naszą miłość do zmarłych i do Matki Polski, żeby ją pocieszyć i powierzyć Bogu w sposób szczególny. Krzyż ten zogniskował w sobie potężny ruch religijno-patriotyczny w Warszawie i - poza niewieloma wyrodnymi Polakami - w całej Polsce. Był to ruch wzniosły, duchowy i ponadpartyjny, choć szybko wielu ludzi Platformy Obywatelskiej się przeraziło, że będzie wzmacniał pozycję PiS i klasycznego patriotyzmu. A czynniki te zaplanowały przecież wybranie prezydenta niedrażniącego Niemców i umocnienie premiera uległego wobec Rosji. Polska bowiem ma nie być państwem zbyt samodzielnym, lecz rodzajem tranzytowej przestrzeni między Niemcami a Rosją.
Przed wyborami, tuż po ustaniu żałoby narodowej, trudno było krzyż usuwać, ponieważ groziłoby to przegraniem wyborów. A kandydaci na urzędy od dawna umieją stroić się w liturgiczne komże. Przypominam sobie, jak to w 1989 r. na odpuście w Studzienicznej dwaj kandydaci na senatorów - Andrzej Wajda i Bronisław Geremek, czytali podczas Mszy Świętej lekcje na oczach tłumów katolików, politycznie, niestety, niedojrzałych. Demonstrujący swój katolicyzm Bronisław Komorowski powinien wspomnieć człowieka o tych samych imieniu i nazwisku z Wolnego Miasta Gdańska - błogosławionego ks. Bronisława Komorowskiego, który 22.03.1940 r. został rozstrzelany w obozie niemieckim w Stutthofie m.in. za kult Chrystusa ukrzyżowanego. Ale prezydent elekt zachował się zupełnie odwrotnie - tuż po wyborach zażądał usunięcia krzyża. I poparli go w tym od razu członkowie rządu i PO oraz inne elementy antykatolickie i antypolskie, a także niektórzy znani katolicy nieposiadający wiedzy religijnej, a chcący wyrokować w sprawach teologii. Otworzyło to puszkę Pandory i uwolniło nienawiść do Kościoła, krzyża i tradycyjnie rozumianej Ojczyzny. Gest Bronisława Komorowskiego stał się zielonym światłem dla wszystkich ludzi, którzy bali się i boją, że ruch posmoleński nie ustanie i będzie się dalej rozwijał. Oczywiście wszyscy oni posługują się obrzydliwą propagandą typu bolszewickiego, polegającą na tym, że zarzuca się innym to, co samemu się właśnie czyni - a mianowicie "upolitycznienie" krzyża.
Co jest istotą problemu tegoż krzyża? Otóż, można by dyskutować o miejscu krzyża czy jakiegoś innego upamiętnienia straszliwej katastrofy na lotnisku Siewiernyj, gdyby nie jeszcze jedna niespójność myślowa prezydenta. A mianowicie Bronisław Komorowski podał ateistyczną motywację przeniesienia krzyża, a to ona decyduje o wartości i moralności postępowania. Otóż prezydent elekt argumentował, że krzyż nie może stać na Krakowskim Przedmieściu, gdyż Pałac Prezydencki jest miejscem publicznym, państwowym i świeckim, czyli krzyż nie ma nic do życia publicznego w Polsce, może stać jedynie w kościele lub miejscu "niepaństwowym". Argumentację tę podnieśli także politycy PO, SLD i ci wszyscy, którzy opowiadają się za ateizmem politycznym i państwowym, w myśl którego religia i krzyż mogą istnieć tylko na forum prywatnym, publicznie zaś musi panować ateizm.
I taka właśnie motywacja jest zasadniczą przeszkodą dla katolików w noszeniu krzyża. Weźmy prosty przykład - badanie lekarskie. Lekarz powiada: proszę zdjąć krzyżyk, bo mogą być zakłócenia w pracy aparatury medycznej. Zdejmuję wówczas krzyżyk z szyi i mogę go zdejmować i sto razy, jeśli trzeba. Jest to normalne. Kiedy jednak krzyż fizycznie nie wadzi, a lekarz powie: proszę zdjąć krzyż, bo ja jestem ateistą, a szpital jest państwowy, czyli ateistyczny, to ja krzyżyka zdjąć nie mogę, bo to godzi w moją wiarę, wolność i oznaczałoby przyjęcie postawy ateistycznej za swoją. A zatem istotna jest motywacja.
W czasie prześladowań chrześcijan w Afryce za Dioklecjana życzliwi wyznawcom Chrystusa poganie mówili: rzuć ziarnko kadzidła na ołtarz boga państwowego, to przecież nic nie znaczy, a wewnątrz pozostaniesz chrześcijaninem. Ale właśnie oznaczałoby to zdradę wiary. Dziś, w czasach uwiarygodniania ateizmu politycznego w Europie, jest podobnie. Kult krzyża jest istotny. Oto w obozie niemieckim w Działdowie młody hitlerowiec każe księdzu arcybiskupowi Antoniemu Julianowi Nowowiejskiemu zdjąć krzyż z piersi. Fizycznie nie ma problemu: krzyż tylko zmieni miejsce - z szyi trafi do kieszeni (jak kiedyś u naszych biskupów w Brukseli) i arcybiskup uratuje życie. Jednak duchowo byłaby to autonegacja. Ksiądz arcybiskup Nowowiejski został rozstrzelany.
Tak i teraz władza kościelna mogłaby poprawnie zgodzić się na przeniesienie krzyża czczonego przez tylu Polaków po Smoleńsku tylko wtedy, gdy prezydent i rząd odwołaliby swoją ateistyczną motywację. Co więcej, trzeba było zauważyć podstęp - oto władza, obawiając się ludzi słusznie broniących krzyża, posłużyła się rękoma duchownych, którzy powinni przede wszystkim czcić krzyż. Przy tym jedna i druga strona posłużyła się harcerzami. Tymczasem oni nie byli i nie są jakimiś właścicielami czy dyspozytorami krzyża, który zyskał kult publiczny i symbolizuje chrześcijański charakter Polski. Nie wspominam już nawet o tym, że PO, która nie dotrzymuje większości ważnych obietnic, może nie dotrzymać także obietnicy upamiętnienia ofiar katastrofy pod Smoleńskim przed Pałacem Prezydenckim w jakiejś innej formie. Konserwator zabytków już stwierdził, że nie pozwoli na żadne upamiętnienie...

W oparach ideologii antykrzyżowej
Ideologia antykrzyżowa jest jednym z głównych nurtów ideologii liberalnej. Jeszcze w drugiej połowie XX w. zaczęło się masowe usuwanie krzyży, nawet z wież kościelnych, we Francji - oczywiście w imię świeckości państwa, czyli ateistycznego jego charakteru. Potem nastąpiły wyroki sądowe, nakazujące usuwać krzyże ze szkół i szpitali w Niemczech, Hiszpanii, Italii. Wystarczy żądanie jednego człowieka antyspołecznego lub niezrównoważonego. W Anglii szkoły publiczne są już w pełni zlaicyzowane. Ludzie zwalniani są z pracy za noszenie krzyżyka na piersi. U nas też zaczynają się pojawiać żądania usuwania krzyży ze szkół. Nasz parlament nie przyłączył się do innych rządów UE protestujących przeciwko słynnemu wyrokowi Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie krzyża we Włoszech. Już wcześniej prezydent Warszawy, pobożna Hanna Gronkiewicz-Waltz, poleciła warszawskim drogowcom usunąć krzyże przy drogach w miejscach wypadków śmiertelnych. Coraz częściej katolicy godzą się na ich brak w nowych pomieszczeniach publicznych. Zdarza się, że i władze samorządowe nie pozwalają postawić krzyża na placu przeznaczonym na kościół lub kaplicę. Ostatnio w Zamościu pewien wyborca zażądał zdjęcia znaku męczeństwa Chrystusa w lokalu wyborczym.
Niedawno, 21.07.2010 r., Senat usunął słowo "krzyż" z nazwy przywróconego do życia "Krzyża i Medalu Niepodległości", ustanowionego w 1930 r. dla szczególnie zasłużonych w walce o niepodległość Polski. Sejm przyjął nazwę "Order Krzyża Niepodległości", a Senat wyrzucił słowo "Krzyża" i ustanowił nazwę "Order Niepodległości". Za wyrzuceniem słowa "krzyż" głosowało aż 86 senatorów, czyli także większość z PiS, tylko trzech opowiedziało się przeciwko, a dwóch wstrzymało się od głosu. I tak ateizacja liberalna święci triumfy w państwie.
Zapowiadane jest też likwidowanie parafii garnizonowych w Polsce, żeby żołnierze i ich rodziny nie znajdowali się oficjalnie pod wpływem polskiego Kościoła, rzekomo "nacjonalistycznego". Strażnicy miejscy w Warszawie w tej nowej atmosferze uznali, że mogą sobie nękać dr. Józefa Szaniawskiego przy podpisywaniu przez niego książki "Grunwald - pole chwały", chyba dlatego, że wydawało im się, iż jest księdzem katolickim. W tym samym duchu nowy członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Stefan Pastuszka z PSL chce od razu, chyba z wdzięczności dla PO, odebrać Radiu Maryja status nadawcy społecznego. To niepojęte, w jaki sposób PSL odeszło od ludu...
Przypomina mi się inteligentne, choć żałosne wołanie gazeciarza w Zamościu w 1946 r.: "'Rzeczpospolita' sprzedana, 'Wolności' już nie ma, został tylko 'Głos Ludu'". Wydaje się, że wraca podobna atmosfera prymitywnej propagandy komunistycznej. Wypowiedzi członków PO są pełne nienawiści do Polaków i Kościoła, przeważnie emocjonalne i nielogiczne, a przy tym zgodne, jakby otrzymali instrukcję, co i jak mają mówić.
Bardzo "oryginalna" pod względem logiki jest też nauka wielu o roli krzyża m.in. przed Pałacem Prezydenckim. "Krzyż musi zostać usunięty" - powiadają, bo według Episkopatu krzyż łączy, a nie dzieli. I tu następuje wyjaśnienie - krzyż łączy, jeśli go nie ma, jeśli będzie usunięty, a jeśli jest i pozostanie, to wtedy dzieli... Innymi słowy: ateizm łączy, a chrześcijaństwo z natury dzieli. Według tej samej "logiki" pan Jarosław Makowski atakował Episkopat przed porozumieniem dotyczącym przeniesienia krzyża: "Milczenie Episkopatu jest milczeniem wobec zła, a nawet jest profanacją krzyża; a zresztą i postawienie krzyża w miejscu państwowym było jego profanacją, bo stał się tam symbolem PiS, gdyż Lech Kaczyński wywodził się z PiS; jeśli Episkopat nie usunie krzyża, to go sprofanuje też dlatego, że go 'unarodawia' i 'upaństwawia', a tego nie powinien robić, bo krzyż nie ma nic ani do narodu, ani do państwa, jest on prywatny" ("Gazeta Wyborcza", 20.07. 2010). Tak, ma rację ks. dr Feliks Sarda y Salvany, że przyjęcie liberalizmu jest nie tylko błędem intelektualnym, ale i grzechem ("Michael", nr 57, 2010, Kanada).
I wreszcie, z bardzo licznych wypowiedzi liberałów na temat krzyża prezydenckiego wynika, że musi on być usunięty sprzed pałacu także dlatego, że zakłóca obiektywne dochodzenie przyczyn i okoliczności katastrofy pod Smoleńskiem. Krzyż ma rzekomo sugerować myśl, że był to zamach. Usunięcie krzyża zakończy to pasmo podejrzliwości. Przecież nie powinien był on w ogóle być postawiony, bo katastrofę spowodowali niedokształceni piloci oraz prezydent Lech Kaczyński, który arbitralnie nakazał lądować na złość Władimirowi Putinowi i Donaldowi Tuskowi. Toteż poseł PO Paweł Olszewski powiedział prosto i niedwuznacznie, że poseł Antoni Macierewicz organizujący komisję w celu pobudzenia prac dochodzeniowych ze strony polskiej i lepszej kontroli całości śledztwa jest - w domyśle - chory psychicznie (TVN 24.07.2010).
Mój Boże! Kto nas wyzwoli z tej mgły intelektualnej i moralnej, jeszcze gęstszej niż na Siewiernym? Przychodzą na pamięć słowa Chrystusa z Ewangelii św. Jana: "Każdy, kto popełnia zło, nienawidzi światłości i nie lgnie do niej, aby jego czyny nie stały się jawne" (J 3, 20). Takie są czasy, kiedy się odrzuciło wiarę i moralność w polityce i w całym życiu publicznym.
Coraz lepiej rozumiemy, dlaczego o. Tadeusz Rydzyk, jego prowincjałowie i inni redemptoryści mieli - i nadal mają - tak wielkie trudności z utworzeniem i utrzymaniem medium toruńskiego o profilu prawomyślności katolickiej, prawdy, umiłowania Ojczyzny i konkretnego człowieka oraz o zasięgu możliwie powszechnym, choć brakuje funduszy i wsparcia ze strony możnych. Liberalizm przeradza się w totalitarną sektę mimo innych haseł. Dziś atmosfera życia została tak zatruta nienawiścią do Boga, do krzyża, do Kościoła, do Polski, tradycji, rodziny i najwyższych wartości, że prawowierni i prawomyślni muszą uchodzić nie tylko za straconych dla świata, ale także za nienormalnych i idiotów.
Trzeba wszakże pamiętać, że krzyż nie jest amuletem, maskotką czy zwykłym znakiem dewocyjnym, nie leży też w piwnicy państwa, ale wznosi się ponad nim i jest naszym życiem, mocą i sensem. Nie można w żadnym wypadku ani przeciwko niemu występować, ani go lekceważyć czy też go "ateizować". Jak mówi Pismo Święte - "Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Kto upadnie na ten kamień węgielny, roztrzaska się, a na kogo on spadnie, ten będzie zmiażdżony" (Mt 21, 43-44).
Powtórzmy jeszcze raz: teza, że krzyż nie może stać na Krakowskim Przedmieściu, gdyż Pałac Prezydencki jest miejscem publicznym, państwowym i świeckim, powinna być odwołana. Prezydent ma autonomię wobec instytucji Kościoła, ale nie może nie podlegać Bogu, jest to bowiem czysty ateizm. "Jeżeli jednak przez słowa 'autonomia rzeczy doczesnych' rozumie się to, że rzeczy stworzone nie zależą od Boga i że człowiek może z nich korzystać bez odniesienia do Stwórcy (...) to fałszywe są tego rodzaju stwierdzenia. Stworzenie bowiem bez Stwórcy ginie" (Sobór Watykański II, KDK nr 36). Toteż ani prezydent, ani państwo nie mogą być bez Boga, choć Bruksela, "nowa Moskwa", każe inaczej. Nie walczcie z krzyżem w życiu publicznym, bo wtedy i wasza wiara "prywatna" będzie tylko obłudą. Nie czcijcie "boga państwowego", bo taki nie istnieje!

NASZ DZIENNIK 2010-07-31
_________________
Bo ciernie deptać słodziej - i z ochotą
na dzid iść kły,
Niż błoto deptać, ile z łez to błoto,
A z westchnień mgły...

Paryż 1849 C.K.Norwid
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
adsenior


Dołączył: 25 Cze 2009
Posty: 1831
Skąd: Łódź
Wysłany: 2 Sierpień 2010, 04:58    [Cytuj]


Armia Ludowa naprowadzała gestapo na lokale AK


Z dr. Piotrem Gontarczykiem z Instytutu Pamięci Narodowej rozmawia Jacek Dytkowski
Czy można mówić, że Armia Ludowa walczyła ramię w ramię z AK w Powstaniu Warszawskim? Próby lansowania takiej tezy były widoczne wczoraj w trakcie rocznicowych uroczystości powstańczych.
- Są tutaj dwa aspekty. Pierwszy to walka szeregowych żołnierzy AL w Powstaniu Warszawskim. Walczyli oni mniej więcej w podobny sposób jak żołnierze AK. Natomiast czymś zupełnie innym jest przynależność do tej organizacji. Przygotowywała się ona bowiem przed 1 sierpnia 1944 r. też do powstania zbrojnego w Warszawie, tylko że przeciwko polskim organizacjom niepodległościowym, a na rzecz Sowietów. Zasadniczo więc była to agenturalna organizacja, która nie służyła polskim interesom, ale sowieckim, i to ewidentnie. AL przygotowywała się więc do zrywu zbrojnego, ale przeciwko Polsce. W momencie kiedy jednak Powstanie Warszawskie wybuchło, partyzanci AL nie mieli już innego wyjścia, jak wziąć w nim udział. Natomiast samo kierownictwo PPR-NKWD - bo tak należy je nazwać - usiłowało rozgrywać swoje polityczne sprawy. Oddzieliłbym to jednak od walki szeregowych żołnierzy, którzy zasadniczo dzielili losy wszystkich powstańców."
Całość w dzisiejszym ND, łącze:http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100802&typ=po&id=po62.txt

Takie to "szczytne" cele kierowani przez sprzedawczyków, podobnych to tych dzisiejszych, z kręgów "wadzy" mieli realizować partyzanci z AL!!!
_________________
Uśmiechnij się, uśmiech łagodzi obyczaje.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Wiek: 55
Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 1033
Skąd: Łódź
Wysłany: 3 Sierpień 2010, 06:54    [Cytuj]

Odpowiedzialni: Klich i Arabski


To szef kancelarii premiera Tomasz Arabski i szef MON Bogdan Klich odpowiadają za organizację wylotu delegacji prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska - twierdzi poseł Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej.

Macierewicz zaprezentował dziennikarzom decyzję szefa MON z 9 czerwca 2009 roku nr 184, która mówi o organizacji lotów uprzywilejowanych statków powietrznych. - Ta instrukcja składała generalną odpowiedzialność za przyznawanie, zamawianie statków powietrznych w ręce szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów - stwierdził poseł PiS.
Macierewicz wskazywał na jej konkretne zapisy mówiące, że to szef kancelarii premiera składa zamówienie na rejs samolotu, które następnie przekazuje dowódcy Sił Powietrznych, oraz informuje dowódcę "jednostki wojskowej realizującej lot" oraz szefa BOR. - To zamówienie ma formę w istocie polecenia, rozkazu - ocenił. Do kompetencji MON należy także, według tej instrukcji, m.in. konieczność przeprowadzenia lotu kontrolnego, obowiązek monitorowania informacji dotyczących pogody oraz monitorowanie, przy pomocy służb łączności, tego, co dzieje się z samolotem za granicą.
Macierewicz podkreślił, że zapisy instrukcji "wyraźnie wskazują na szczególną odpowiedzialność dwóch osób, ministra MON i szefa kancelarii premiera", który podlega bezpośrednio premierowi. - Wydaje się, że sprawa odpowiedzialności pana Tomasza Arabskiego wymaga większego pogłębienia i rozszerzenia. Będziemy prosili ministra o możliwość rozmowy - zapowiedział Macierewicz.
Szef MON odpierał zarzuty polityka PiS. Wskazywał, że porozumienie z 2004 r. o współpracy między kancelariami mówi, iż organizatorem takiego wyjazdu była Kancelaria Prezydenta. Dodał, że MON i kancelaria premiera były w tym przypadku "kompletnie poza procesem decyzyjnym". Zarówno premier, jak i marszałek Sejmu bagatelizowali stwierdzenia Macierewicza. - Znamy działalność Macierewicza, przez ostatnie 20 lat udowodnił, że jego główną umiejętnością jest wytwarzanie sensacji i tworzenie problemów - ocenił Donald Tusk.
- Wszystkie informacje, komentarze ze strony posła Macierewicza są poza logiką normalnego funkcjonowania, dochodzenia i oceny postępowania tej sprawy - mówił dziennikarzom Grzegorz Schetyna. Wskazywał, że należy poczekać na jutrzejsze spotkanie prokuratorów z sejmową komisją sprawiedliwości. - Tam na pewno dowiemy się nowych rzeczy, i będziemy mogli ocenić, jaki jest stan prowadzonego śledztwa - dodał.
Zenon Baranowski

NASZ DZIENNIK 2010-08-03
_________________
Bo ciernie deptać słodziej - i z ochotą
na dzid iść kły,
Niż błoto deptać, ile z łez to błoto,
A z westchnień mgły...

Paryż 1849 C.K.Norwid
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Wiek: 55
Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 1033
Skąd: Łódź
Wysłany: 4 Sierpień 2010, 05:31    [Cytuj]

Polska między historią a geopolityką
Testowanie Polski


"Dusza Rosjanina, jeżeli nie każdego, to prawie każdego, jest przeżarta bakcylem nienawiści i niepokoju w stosunku do każdego wolnego Polaka i do idei wolnej Polski (...). Oni są łatwi do uczucia wielkiej nawet przyjaźni i będą was kochać szczerze i serdecznie, jak rodzonego brata, do chwili, nim nie poczują, że w sercu swoim jesteście wolnym człowiekiem i boicie się ich miłości, w której dominującym pierwiastkiem jest żądza opieki nad wami, inaczej mówiąc - władzy".
Autorem tej zwartej, ale uderzająco wnikliwej analizy jest nie byle kto, tylko Józef Piłsudski. Marszałek rozbił 90 lat temu nad Wisłą nawałę Armii Czerwonej, która dokonała agresji pod złowieszczym hasłem: "Naprzód na Zachód! Przez trupa Polski do serca Europy!". Piłsudski jak żaden polityk w Polsce i Europie znał Rosję, rozumiał Rosjan i widział wszystkie zagrożenia, jakie mogły nadejść dla Polski ze strony Kremla. Ten cytat przypomniał mi się w kontekście osławionego pojednania z Rosją, które proklamowali Donald Tusk, Bronisław Komorowski, rzecznik rządu Paweł Graś oraz liczni politycy i dziennikarze związani z Platformą Obywatelską, na czele z "Gazetą Wyborczą". Zaskakujące, że nastąpiło to natychmiast po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia. Równie zastanawiające było wielokrotnie pokazywane czułe obejmowanie się premiera Donalda Tuska i premiera Władimira Putina na pobojowisku pod Smoleńskiem, w miejscu tragicznej polskiej katastrofy narodowej.
To widzieli wszyscy. Nie wiemy, o czym rozmawiali, nie tylko wtedy, ale także kilka dni wcześniej tuż obok Smoleńska w Katyniu. Kwestia ujawnienia przebiegu dwukrotnych rozmów Tuska i Putina jest kluczowa dla wyjaśnienia tajemnic katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. Prawda bywa niewygodna, prawdzie trudno nieraz spojrzeć w jej zuchwałe oczy, ale prawda jest niezbędna. Tymczasem od 10 kwietnia przez ostatnie cztery miesiące Polacy otrzymują jakieś strzępy informacji, które w sumie stanowią jedną wielką manipulację. To są jakieś półprawdy, a zawsze warto pamiętać, że pół prawdy to całe kłamstwo.
Premier polskiego rządu Donald Tusk osobiście zrezygnował z suwerennego polskiego śledztwa w sprawie katastrofy w Rosji, w której zginęli prezydent i elita Rzeczypospolitej. Oczywiście śledztwo, które prowadzi polska prokuratura wojskowa, jest śledztwem jedynie formalnym. Polska jest poddawana szczególnemu testowi politycznemu. Jeżeli zrezygnowała z suwerennego śledztwa w takiej sprawie, to jaka będzie w przyszłości reakcja rządu polskiego, kiedy Kreml powróci do swej tradycyjnie antypolskiej polityki?! Przecież Rosjanie narzucili Polakom swoją wersję wydarzeń już kilka minut po katastrofie 10 kwietnia. Dlaczego na czele komisji rosyjskiej stoi osobiście premier Rosji, a polski premier dał się zepchnąć zupełnie na ubocze?! Przecież to właśnie jest dobrowolne zrzeczenie się suwerenności przez Polskę, na razie jedynie tylko w kwestii katastrofy narodowej pod Smoleńskiem. Ale to test, to próba, na ile Polska jest odporna na presję Moskwy, w czym jeszcze można zmusić Polaków do ustępstw. Testowanie Polski, a premiera Donalda Tuska w szczególności, rozpoczęło się w Moskwie wkrótce po tym, kiedy został on premierem. Żadna to dla mnie satysfakcja być Kasandrą, ale przecież pisałem wtedy w "Naszym Dzienniku": "'Odzyskaliśmy wzajemne zaufanie' - oświadczył po spotkaniu z Putinem na Kremlu premier Donald Tusk. Prezydent Rosji przypomniał zaś, że 'Polska jest dla Rosji jednym z większych partnerów w Europie. Wiemy, że mamy w Polsce wielu przyjaciół'. Rosyjska prasa napisała wręcz o Tusku jako o 'naszym człowieku w Warszawie'. Te cytaty komplementami mogą być tylko w Moskwie. W Warszawie ocena tych wypowiedzi zbliża się niebezpiecznie do granicy naruszenia racji stanu albo nawet do czegoś jeszcze bardziej groźnego, bo bezpieczeństwa narodowego (...)" (12.02.2008 r.). Gazety moskiewskie zachwalały Tuska jako odpowiedzialnego polityka, który chce dobrych stosunków z Rosją. Równolegle Lech Kaczyński obrzucany był wręcz epitetami jako bezwzględny wróg Rosji. Czyżby Rosjanie ustawili sobie Tuska, tak jak kanclerza Gerharda Schroedera oraz premiera Silvio Berlusconiego? Premier Tusk już raz został przez Rosjan ustawiony. To nie był przypadek, że premier rządu Rzeczypospolitej dał się ustawić Putinowi do wspólnej fotografii na Kremlu akurat pod pomnikiem Piotra I zwanego przez Rosjan Wielkim. To właśnie Piotr I był nieubłaganym wrogiem Polski, to właśnie on odebrał Polsce suwerenność, to on wprowadził sołdatów armii rosyjskiej na ziemie Rzeczypospolitej. A premier Tusk dał się ustawić Putinowi dokładnie pod wizerunkiem cara!
Pisałem o tym wcześniej. Dlatego dzisiaj mam prawo zapytać głośno: czy genezy katastrofy smoleńskiej nie należy szukać wcześniej niż 10 kwietnia 2010 roku? Czy należy domagać się od premiera Donalda Tuska, aby wyjawił, o czym rozmawiał z premierem Putinem w ciągu ostatnich dwóch lat?!
Józef Szaniawski

NASZ DZIENNIK 2010-08-04
_________________
Bo ciernie deptać słodziej - i z ochotą
na dzid iść kły,
Niż błoto deptać, ile z łez to błoto,
A z westchnień mgły...

Paryż 1849 C.K.Norwid
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Wiek: 55
Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 1033
Skąd: Łódź
Wysłany: 5 Sierpień 2010, 07:11    [Cytuj]

Kluczowa instrukcja



Zapisy z instrukcji szefa MON z 2009 r. jawią się dzisiaj jako podstawowe kryterium ocen zachowań osób, które przygotowywały wizytę prezydenta w Katyniu - stwierdził szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej płk Ireneusz Szeląg na sejmowej komisji sprawiedliwości. Na te instrukcje wskazywali wcześniej przedstawiciele parlamentarnego zespołu smoleńskiego. Mowa w niej m.in., że to kancelaria premiera koordynuje przygotowanie lotów najwyższych urzędników państwowych.

Przedstawiciele prokuratury przedstawiający na komisji stan badań w sprawie wątku przygotowania lotu do Smoleńska 10 kwietnia zapewnili, że w tej sprawie zgromadzili większość dokumentów. Uzyskano odpowiednie materiały z Kancelarii Prezydenta i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, MON, Sztabu Generalnego, z BOR i z Ambasady RP w Moskwie. - Oczekujemy jeszcze na dokumenty z MSZ i BBN - powiedział Szeląg. Prokurator poinformował, że organizacja tej wizyty będzie oceniana przez prokuraturę od strony formalnej - czy odpowiedzialni za jej przygotowanie postępowali zgodnie z zasadami i czy odstępstwa od tych reguł można kwalifikować jako przestępstwo. Podstawą do takich ocen będą przede wszystkim dwa akty prawne.
Pierwszy dokument to porozumienie z 2004 r. MON z kancelariami Sejmu, Senatu, prezydenta i premiera odnośnie do organizacji transportu lotniczego. Stwierdza ono, że koordynatorem organizacji "specjalnego transportu lotniczego" jest szef kancelarii premiera, który otrzymuje na nie zamówienia. Drugi akt to instrukcja szefa MON z czerwca 2009 r. dotycząca lotów najwyższych urzędników państwowych. - Instrukcja wskazuje m.in., z jakich lotnisk można korzystać w realizacji tych lotów, kto ma nadzorować wykonywanie lotów, wskazuje też, że lot nie może być wykonywany poniżej parametrów minimalnych lotów, kto opracowuje prognozę meteo dla lotów i procedurę zapotrzebowania na lot oraz jego planowania - mówił płk Ireneusz Szeląg. Powtarza ona zapis, że przygotowanie lotów VIP-owskich pozostaje w koordynacji szefa kancelarii premiera.
Wskazywał na to już wcześniej szef parlamentarnego zespołu smoleńskiego poseł Antoni Macierewicz. Wczoraj dodał, że szef kancelarii premiera Tomasz Arabski odpowiadał nie tylko za organizację lotu delegacji prezydenta Lecha Kaczyńskiego. - Pan minister Arabski zajmował się nie tylko organizacyjną funkcją przy okazji tej wizyty. Zajmował się także aspektami polityczno-dyplomatycznymi - powiedział Macierewicz na konferencji prasowej w Sejmie. - Odbył on niesłychanie ważną rozmowę w Moskwie w tej sprawie w dniach 17-18 marca. Była ona tak istotna, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych odwołało wizytę pana ministra Handzlika z Kancelarii Prezydenta - wskazuje polityk PiS. Macierewicz mówi, że Handzlik chciał w Moskwie odbyć konsultacje. - Mam nadzieję, że minister Arabski uzna za stosowne poinformowanie opinii publicznej, jak szeroki był zakres jego odpowiedzialności i jak daleko idące były skutki jego działań. Które decyzje podejmował? Które podejmował na skutek konsultacji z premierem Tuskiem? - pytał Macierewicz.
Według ocen prokuratorów, nie ma obecnie wystarczających dowodów, aby formułować wnioski o odpowiedzialności jakichś osób w Polsce lub w Rosji w sprawie przygotowania lotu do Smoleńska. Pułkownik Szeląg nie chciał się wypowiadać o odpowiedzialności m.in. funkcjonariuszy BOR.
Odnośnie do instrukcji z 2009 r. nie chce się wypowiadać szef MSWiA i jednocześnie przewodniczący komisji wyjaśniającej przyczyny katastrofy smoleńskiej Jerzy Miller, który odpowiadał na pytania posłów z Komisji Obrony Narodowej. - Nie chcę się wypowiadać, czy ta instrukcja była przestrzegana - uciął.
Prokuratorzy potwierdzali, że w sprawie przekazywania dokumentów ze strony rosyjskiej współpraca nie układa się najlepiej. - Mogłoby być lepiej - skomentował pytania posłów w tej sprawie Andrzej Seremet, prokurator generalny. Zaznaczył jednak, że nie ma powodów, by oskarżać Rosję o jakiekolwiek działania celowe. - Chodzi raczej o ściśle przestrzegane procedury biurokratyczne, które wiążą ręce - wyjaśniał. Poinformował, że zwracał się do MSZ o spowodowanie kanałami dyplomatycznymi przyśpieszenia realizacji pomocy prawnej i przekazywania dokumentacji z rosyjskiego śledztwa. Ma także dzisiaj rozmawiać z szefostwem Głównej Prokuratury Rosji.
Seremet wskazał, iż najważniejsze w sprawie dowody są obecnie w dyspozycji Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego i nawet prokuratura rosyjska nie posiada pełnej dokumentacji. - Również rosyjscy prokuratorzy mówili, że praca MAK hamuje ich śledztwo - powiedział prokurator generalny. - Trzeba mieć świadomość, że w śledztwie polskim nie nastąpi istotny postęp, dopóki nie otrzymamy istotnych dowodów: rejestratorów lotów, szczątków samolotu czy dokumentacji sekcji zwłok ofiar - dodał.

Miller: Bo to lotnisko jest wojskowe

- Chciałbym szybciej mieć dokumenty strony rosyjskiej w sprawie katastrofy w Smoleńsku - mówił z kolei Miller. Ocenił, że to wojskowy charakter lotniska w Smoleńsku jest "istotną przeszkodą" we współpracy z Rosją w sprawie katastrofy. Rosjanie muszą zdejmować klauzulę tajności z niektórych dokumentów, co wymaga czasu. Miller poinformował, że wrak samolotu został przykryty, "aby nie musiał być przenoszony do hangaru i nie został uszkodzony, gdyby konieczne było badanie jeszcze jakichś elementów".
Z kolei szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej Krzysztof Parulski, który był obecny przy sekcji prezydenta Lecha Kaczyńskiego, powiedział posłom, że nie będzie na jawnym posiedzeniu przekazywał żadnych szczegółów dotyczących jej przebiegu, by "wtórnie nie wiktymizować ofiar". Prokurator dodał, że złożył podpis na ekspertyzie z oględzin zwłok prezydenta, która liczyła 8 stron. Ponadto z sekcji sporządzono ekspertyzę kilku biegłych, która "zwieńczyła prace ekspertów nad ciałem"; nosi ona datę 14 kwietnia.
Zenon Baranowski

NASZ DZIENNIK 2010-08-05
_________________
Bo ciernie deptać słodziej - i z ochotą
na dzid iść kły,
Niż błoto deptać, ile z łez to błoto,
A z westchnień mgły...

Paryż 1849 C.K.Norwid
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
adsenior


Dołączył: 25 Cze 2009
Posty: 1831
Skąd: Łódź
Wysłany: 6 Sierpień 2010, 05:46    [Cytuj]

"Trybunał w Kalifornii odrzucił uchwaloną w referendum ustawę zakazującą tzw. małżeństw homoseksualnych
Orzekał sędzia gej
Amerykański Sąd Federalny w San Francisco, zupełnie lekceważąc wyniki stanowego referendum, zniósł zakaz legalizacji związków pomiędzy osobami tej samej płci. Przegłosowana w 2008 roku przez obywateli Kalifornii ustawa, znana pod nazwą "Proposition 8", została przyjęta stosunkiem głosów 52 do 48 proc. i likwidowała możliwość zawierania cywilnych związków przez homoseksualistów. Sędziowie uznali jednak, że wynik tego referendum był... niekonstytucyjny. Co ciekawe, przewodniczący trybunału, który wydał wyrok, sędzia Vaughn Walker, sam jest aktywnym homoseksualistą i od początku był przeciwnikiem wprowadzenia zakazu."


Całość w dzisiejszym ND, łącze: http://www.naszdziennik.p...=sw&id=sw12.txt

Po standardach "demokracji" przestrzeganych w UE /powtarzanie referendum w Irlandii, bo było niezgodne z wytycznymi "wadzy"/, mamy kolejny przykład, jak to zachód pojmuje demokrację. I kolejny przykład nowomowy, JAKI GEJ? WSZAK W POLSCE TAKIE ZBOCZENIE, JAKIE DOTKNĘŁO "SĘDZIEGO", MA SWOJĄ NAZWĘ PEDERASTA!!!
_________________
Uśmiechnij się, uśmiech łagodzi obyczaje.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
adsenior


Dołączył: 25 Cze 2009
Posty: 1831
Skąd: Łódź
Wysłany: 7 Sierpień 2010, 04:25    [Cytuj]

"Niektóre mundury wojskowych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej, wróciły do Polski z oderwanymi dystynkcjami na pagonach
Zerwane dystynkcje
Stan, w jakim zachowała się odzież niektórych ofiar smoleńskiej katastrofy, diametralnie odbiega od zakresu obrażeń, jakich doznali jej właściciele. Okazuje się, że m.in. niektóre mundury przetrwały wypadek, podczas gdy ciała osób, które powinny mieć je na sobie, zostały mocno uszkodzone. Do tego stopnia, że ich identyfikacja była bardzo utrudniona. Wciąż też nie wiadomo, co stało się z kamizelkami kuloodpornymi oficerów BOR, które miały być przedmiotem badań polskich prokuratorów."


Całość w dzisiejszym ND, łącze: http://www.naszdziennik.p...=po&id=po01.txt

Tak, tutaj mamy przykład, tej "wysokiej" rucholskiej kultury. Osoby i instytucje rucholi, powołane do ochrony i przestrzegania prawa, działają i postępują, jak hieny cmentarne.
_________________
Uśmiechnij się, uśmiech łagodzi obyczaje.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
marek8

Dołączył: 06 Maj 2010
Posty: 98
Skąd: Korona
Wysłany: 7 Sierpień 2010, 21:51    [Cytuj]

Cytat:
Tak, tutaj mamy przykład, tej "wysokiej" rucholskiej kultury. Osoby i instytucje rucholi, powołane do ochrony i przestrzegania prawa, działają i postępują, jak hieny cmentarne.

I teraz wcale się nie dziwię, że Rosjanie niechętnie współpracują z polskimi organami po zapoznaniu się z osiągnięciami „polskiej” kultury i z polskimi „dowodami przyjaźni” z narodem rosyjskim. WSTYD.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 6589
Skąd: Podlasie
Wysłany: 7 Sierpień 2010, 21:55    [Cytuj]

marek8 napisał/a:

I teraz wcale się nie dziwię, że Rosjanie niechętnie współpracują z polskimi organami po zapoznaniu się z osiągnięciami „polskiej” kultury i z polskimi „dowodami przyjaźni” z narodem rosyjskim. WSTYD.


Myślisz że Sowieci posiadają wysoką kulturę łosobistom ? Śmiem wątpić.
Dla mnie to cyniczne prymitywy, jakich mało. Oczywista piszę o Sowietach, a nie o Rosjanach.
_________________
"Człowiek stworzony jest na to, aby szukać prawdy, a nie by ją posiadać."
Blaise Pascal
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Wersja forum PDA/GSM

Wymiana Banerów Stron Chrzescijańskich | Informacje | Wybory | Biznes i finanse
Polecamy:
Komorowski wybory
Bronisław Komorowski
Strona wygenerowana w 2,98 sekund. Zapytań do SQL: 12