Według raportu Dun & Bradstreet od początku 2010 r. w sądach gospodarczych
odnotowano 291 upadłości. Równie niepokojąco przedstawia się sytuacja firm postawionych w stan likwidacji. W br. w sądach gospodarczych zarejestrowano 470 otwartych procesów likwidacyjnych polskich firm.
Prognozy przedstawiają jednak o wiele bardziej czarny scenariusz. Na koniec roku liczba upadłości kształtować się będzie w granicach dwóch tysięcy. Potwierdzają to twarde dane liczbowe. Należy pamiętać o tym, że do tej liczby dodać trzeba kilka tysięcy firm, które zawieszą działalność na czas kryzysu. W przypadku znacznego zadłużenia firmy właściciele przepisują majątek na członków rodziny, z którymi mają rozdzielność majątkową, i wracają do działalności w momencie poprawy sytuacji na rynku.
Każdego miesiąca w programie monitorowania przeterminowanych płatności DunTrade – Dun & Bradstreet Poland odnotowujemy blisko 100 tys. przeterminowanych płatności. Tym samym w pierwszych sześciu miesiącach 2010 r. w sądach upadło bądź zostało postawionych w stan likwidacji 761 polskich przedsiębiorstw. W porównaniu z rokiem uprzednim stanowi to wzrost o 51 bankructw polskich firm.
Wydawać się mogło, że globalna recesja nader łagodnie obejdzie się z polskimi przedsiębiorcami. W początkowej fazie kryzysu w istocie tak było. Potwierdza to choćby badanie przeprowadzone pod koniec II kw. 2009 r. na zlecenie firmy.net, z którego jasno wynika, że aż 90,61 proc. przedsiębiorców z sektora MSP uważało, że przetrwają kryzys, nawet jeśli potrwa on dłużej niż rok. 41,73 proc. nie dostrzegało wpływu kryzysu na sytuację finansową swojej firmy, a 7 proc. zaobserwowało wzrost przychodów w związku z kryzysem.
Dziś już wiemy, że te optymistyczne prognozy nie mają racji bytu. Analitycy Dun & Bradstreet szacują, że kryzys gospodarczy dotknął połowę polskich firm, a blisko dwie trzecie małych i średnich firm. W ciągu ostatniego roku większość nie otrzymała w terminie zapłaty za swoje towary i usługi. Ponad 45 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że brak zapłaty przez trzy-cztery miesiące może skutkować zwolnieniami pracowników.
Słabą kondycję maluchów potwierdzają także dane zebrane z sądów gospodarczych. Największy odsetek upadłości i likwidacji odnotowuje się wśród firm zatrudniających do pięciu pracowników. W pierwszych sześciu miesiącach br. odnotowaliśmy w tym sektorze 303 upadłości i likwidację. W porównaniu z tym samym okresem stanowi to wzrost o 77 bankructw.
Zdecydowanie największym problemem są zatory płatnicze. Małe firmy są bardzo wrażliwe, gdyż odpowiadają całym swoim majątkiem. Dlatego też, w przypadku kiedy przedsiębiorca nie wypłaci na czas należności, początkuje falę zatorów płatniczych narażając swojego kontrahenta na ryzyko utraty płynności finansowej. Ponadto należy zauważyć, że wszelkie opłaty ponoszone z tytułu ZUS, wynagrodzeń dla pracowników oraz innych świadczeń muszą być ponoszone przez przedsiębiorącę regularnie. W przypadku opóźnień winą obarcza się jego, a nie nierzetelnego kontrahenta, który nie wywiązał się ze swoich zobowiązań płatniczych.
Wygląda więc na to, że zanosi się na powtórkę z 1995 r., kiedy to na rynku przedsiębiorstw budowlanych pojawił się problem zatorów płatniczych. Wówczas wiele małych firm lawinowo traciło płynność finansową, co przekładało się na ich upadek, gdyż nie były w stanie spłacić swoich zobowiązań wobec ZUS czy też Urzędu Skarbowego. Nie pomagało tłumaczenie, że „nie zapłaciłem, bo i mnie nie zapłacono”.
pamiętam ten CZAS,wtedy firma męża
pierwszy RAZ padła,"pomogł "dalekopis z
urzędu skarbowego
na dodatek nie prawdziwy,ale
wtedy....URZęDy
zawsze miały rację,nawet jak jej nie miały,
a kontrahenci
............z zasady nie placili
Padały małe firmy,duze,ot
ogolne zamiatanie
wielkiej TRANSFORMACJI
Ja to Soniu przeżyłem i pamiętam, że wtedy ostały się przeważnie tylko te, które miały w urzędach kolesi lub rodzinkę, reszta musiała upaśc.
Tylko mój problem zaczoł się od Balcerowicza, od zastosowania jego terapi szokowej.
Syriusz,
czyli zaciskania pasa,az zabrakło dziurek :
serd wspołczuję
przyznam Ci się szczerze,ze tak samo bolało
gdy padała firma męza jak
i moje przedsiębiorstwo a za tym szło setki
ludzkich dramatów...........
padały HUTY,Odlewnie,
padały swietnie prosperujące zakłady pracy
a ludzie,ten NAJWIEKSZY LUDZKI KAPITAŁ
z dnia na dzien zostawał
bez pracy...........
w czasach PPP,czyli wielkich reform
balcerowicza,lewandowskiego
w czasach
przekształcania ludzi pracy
w bezużytecznych zasiłkowcow
za młodzi na śmierć,
za starzy na pracę,
pracę,ktorej nie było
ale Fundacja KESZ
i balcerowicz byli ...........
i był juz boni TW,przekształcający polskiego hutnika,górnika
w nędzarza
Według firmy RealtyTrac. Inc. zajmującej się monitorowaniem przejęć niespłaconych domów, liczba osób, które mogą stracić dach nad głową wzrosła w pierwszych sześciu miesiącach tego roku o osiem proc. w stosunku do roku ubiegłego.
Najszybciej rośnie grupa zagrożonych właścicieli domów, którzy do tej pory mieli tzw. dobrą historię kredytów i płacili raty regularnie, ale ze względu na utratę pracy lub niższe zarobki zalegają od pewnego czasu ze spłatami.
Dom zostaje zajęty i sprzedany przez pożyczkodawcę po upływie około 15 miesięcy od pierwszej, 30-dniowej zaległości w spłacaniu kredytu. Od stycznia do czerwca tego roku blisko 1,7 mln osób otrzymało ostrzeżenia, że ich domy zostaną przejęte przez bank w wypadku przedłużających się zaległości w spłatach. Obecnie ok. 7,3 mln kredytów hipotecznych uznaje się za zagrożone - w różnym stopniu - niewypłacalnością dłużników.
Wtedy stanie się realne;
"WASZE ULICE - NASZE KAMIENICE. "
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Możesz głosować w ankietach